ja nie
umarłem-
nie rzuciłem
się z okna
nie powiesiłem
się
na wiekowym dębie
ja nie
strzeliłem sobie-
złotego strzału
w lewą rękę
próbowałem-
i ciągle próbuję
dźwignąć się
z tej
samotności
przeklętej
choć
tak trwam
w tym brudzie
w tej nędzy
w tym chaosie
oczy mi płoną-
narkomańską gorączką,
czy nadzieją
jutra?
lecz wiem,
że szczęście
zdradza szczęście.
i spalam życie
w przeklętej pustce
pustej strzykawki
pytam,
czy nie lepiej umrzeć
z ludźmi
w jednym bólu,
niż żyć
pośród ludzi
jako zbędny wyrzut sumienia?