środa, 3 grudnia 2014

raz dwa trzydzieści dwa

ja nie
umarłem-
nie rzuciłem
się z okna
nie powiesiłem
się
na wiekowym dębie


ja nie
strzeliłem sobie-
złotego strzału
w lewą rękę


próbowałem-
i ciągle próbuję
dźwignąć się
z tej
samotności
przeklętej


choć
tak trwam
w tym brudzie
w tej nędzy
w tym chaosie


oczy mi płoną-
narkomańską gorączką,
czy nadzieją
jutra?

lecz wiem,
że szczęście
zdradza szczęście.


i spalam życie
w przeklętej pustce
pustej strzykawki


pytam,
czy nie lepiej umrzeć
z ludźmi
w jednym bólu,


niż żyć
pośród ludzi
jako zbędny wyrzut sumienia?