czwartek, 30 października 2014

bez czucia

boję się rozpaść
zgubić w nieskończonym labiryncie pęknięć
by wypłynąć na powierzchnie
nieobecnością


nie chciałem dostrzegać naszego końca


na twoich wargach sypiały
namiętne kłamstwa
uczucie spędziło mi z powiek
racjonalność umysłu


pustkę przeklinam pokaleczonymi dłońmi
kiedy wraz z czułym dotykiem
znikają wspomnienia
(nas razem)

za murem miłości
zamordowaliśmy nadzieję
kalecząc ją ostrym nożem
kiedy szeptała o litość


próbowałaś podać mi rękę
pozbierać mnie z podłogi
aby miłość rozkwitła
w czarnym sercu
próbowałaś ułożyć mnie na nowo
kawałek po kawałku