boję się rozpaść
zgubić w nieskończonym labiryncie pęknięć
by wypłynąć na powierzchnie
nieobecnością
nie chciałem dostrzegać naszego końca
na twoich wargach sypiały
namiętne kłamstwa
uczucie spędziło mi z powiek
racjonalność umysłu
pustkę przeklinam pokaleczonymi dłońmi
kiedy wraz z czułym dotykiem
znikają wspomnienia
(nas razem)
za murem miłości
zamordowaliśmy nadzieję
kalecząc ją ostrym nożem
kiedy szeptała o litość
próbowałaś podać mi rękę
pozbierać mnie z podłogi
aby miłość rozkwitła
w czarnym sercu
próbowałaś ułożyć mnie na nowo
kawałek po kawałku